„Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Moralne aspekty wykorzystania energii drzemiącej w atomie

Jest wczesny ranek 6 sierpnia 1945 roku. Na wysokim pułapie nad japońskim miastem Hiroszima krąży samolot B29. Poranne słońce opromieniało miasto liczące powyżej 300 000 mieszkańców. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że właśnie ten B29 w jednej chwili sprowadzi śmierć i zniszczenie na całe miasto. Klika minut po godzinie 8 pilot amerykańskiego „Enola Gay” zwalnia śmiercionośny ładunek. Nikt nie spodziewa się, że kołysząca się na spadochronie bomba atomowa powoli zbliża się do centrum miasta. Godzina 8:16, na zaplanowanej wysokości następuje wybuch. Zakres zniszczeń był niewyobrażalny. Masywne budynki waliły się jak domki z kart. Wśród ludności rozgrywały się dantejskie sceny. Szacuje się, że zginęło wówczas około 30% populacji miasta, tj. 70 – 90 tysięcy jego mieszkańców.

A wszystko zaczęło się cicho i niepostrzeżenie. Na początku stycznia 1939 roku uczony niemiecki Otto Hahn ogłosił, że udało mu się rozszczepić jądro atomu uranu. Doświadczenie to przeszło jednak nieomal niezauważone. Jego znaczenie docenili jedynie nieliczni fizycy. Do świadomości publicznej fakt tak istotnego odkrycia dotarł z przeraźliwym hukiem bomb atomowych zdetonowanych nad Hiroszimą i Nagasaki. Ogromne zniszczenia wzbudziły strach. Historii cofnąć się jednak nie da. Po kilku latach od tych tragicznych wydarzeń energia atomowa wkroczyła do życia gospodarczego. Pozostaje ona jednak cały czas kontrowersyjna, m.in. z moralnego punktu widzenia. W tej chwili na świecie znajduje się około 4400 głowić nuklearnych gotowych do użycia. Mimo różnych porozumień międzynarodowych, ratyfikacji przez wiele państw „Traktatu o całkowitym zakazie prób z bronią jądrową” cały czas groźba wybuchu nuklearnego jest realna. Jako fizyk jądrowy, który zajmuje się jednak pokojowym wykorzystaniem energii drzemiącej w atomie, zastanawiam się, czy faktycznie każde odkrycie powinno ujrzeć światło dzienne? Nie ma wątpliwości, że te, które mogą służyć dobru człowieka, powinny być ogłaszane. Zastanawiali się nad tym już uczeni na początku ery atomowej. Bardzo ciekawy wywód  umieścił w swojej książce „Atom w służbie ludzkości” Tadeusz Felsztyn. Publikacja została wydana 1957 roku w Katolicki Ośrodek Wydawniczy „VERITAS” w Londynie. Poniżej przytaczam streszczenie najciekawszych fragmentów tej książki.

Energia tkwiąca w jądrze atomu, tuż po jej odkryciu, wywołała wiele dyskusji i usprawiedliwień natury moralnej. Nigdy dotąd ludzkość nie dysponowała tak olbrzymimi siłami przyrody, nigdy dotąd klucz do nowej epoki nie spoczywał w rękach garstki ludzi, od których decyzji zależą losy nie tylko im współczesnych, ale także nienarodzonych pokoleń. Nie można się dziwić, że epoka atomowa wzbudziła tak przeraźliwy lęk i wielką rozterkę zarówno w społeczeństwach jak i w wąskim gronie specjalistów związanych z tym zagadnieniem. Rodziły się wówczas pytania, czy odkrycie tych tajemniczych sił przyrody nie grozi ludzką zagładą, czy nie budzimy z uśpienia sił, które dotąd trzymane na wodzy prawami przyrody, obrócą się przeciw odkrywcy, czy nowe odkrycia atomowe nie będą puszką Pandory, której nie uda nam się już zamknąć? Warto wspomnieć, że już w pierwszej polskiej książce poświęcone problemom atomowym, autorstwa prof. Białobrzeskiego, pojawia się pytanie, czy pierwsza próba przeprowadzenia przemian jądrowych nie będzie równocześnie ostatnią chwilą istnienia naszej planety. Obawy te są jednak nieuzasadnione i nie wywodzą się raczej z przesłanek rozumowych. Dlaczego?

Ponad 90 % ludzi na świecie wierzy w Boga, przynależąc do różnych religii. Spójrzmy zatem na świat jako na twór Boga, rządzący się jego prawami. Od zarania ludzkości cała walka człowieka z przyrodą jest tylko realizowaniem bożego przykazania, które dane było jeszcze Adamowi i Ewie w raju: „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Czynić sobie ziemię poddaną oznacza nie tylko panować nad jej tworami, ale także ujarzmiać siły przyrody, szukać praw, jakie rządzą jej zjawiskami. W konsekwencji powinniśmy wykorzystywać siły przyrody dla dobra człowieka. Patrząc z tego punktu widzenia, badanie nowych źródeł energii, a takim w pierwszej połowie XX wieku była energia jądrowa, nie są moralnie złe. Wręcz przeciwnie, są wypełnieniem przykazania, jakie Bóg dał człowiekowi w chwili stworzenia.

Każda czynność ludzka może być zbawienna lub prowadzić do zguby. Zależy to od nastawienia, z jakim człowiek przystępuje do pracy nad danym zagadnieniem. Nie ulega wątpliwości, że tuż po odkryciu rozszczepienia jądra uranu, w czasach wojny, większość naukowców widziała w tym zjawisku głównie zastosowanie militarne. Paradoksalnie, to właśnie badania prowadzone przez przemysł zbrojeniowy spowodowały późniejszy szybki rozwój pokojowego wykorzystania energii jądrowej, do produkcji energii elektrycznej. Samo badanie i poznawanie praw przyrody nie może być nigdy moralnie złe, a tylko ich wykorzystanie. I tu pojawia się problem etyki zawodowej naukowców, odpowiedzialności uczonych za swoje badania. Kwestie etyczne nabrały szczególnego znaczenia na początku ery atomowej. Czy jednak można obarczyć uczonego odpowiedzialnością za to, że ktoś w zły sposób wykorzystuje nowo odkryte prawa przyrody? Nasuwa się jedna odpowiedź – nie. Nie można przecież obarczać winą kogoś za to, że naostrzony przez niego nóż zostanie użyty przez inną osobę do popełnienia morderstwa, zamiast do pokrojenia chleba. Jest to jednak przypadek bardzo ogólny i można na ten problem spojrzeć także inaczej. Skoro naukowiec tworzy tak potężne środki władzy nad siłami przyrody, a równocześnie bardziej niż niespecjaliści zdaje sobie sprawę z konsekwencji swoich działań, to kto, jak nie on powinien decydować o tym, czy dane badania przeprowadzić, czy zaniechać? Wydaje się, że odpowiedź leży, jak zwykle, gdzieś po środku. Jest chyba rzeczą oczywistą, że żadnemu człowiekowi nie wolno być obojętnym wobec skutków swojego działania. Fizyk, który stworzył nowy sposób wiernego kopiowania banknotów, nie może środka tego oddać na usługi fałszerzy pieniędzy. Uczony, pracujący nad nowym zagadnieniem, które zbiorowość chce wykorzystywać w sposób wedle niego szkodliwy, ma nie tylko prawo, ale i obowiązek ostrzec wszystkich przed – jego zdaniem – zgubnymi skutkami jego zastosowania. Nie wolno mu jednak uważać się za kogoś lepszego od innych obywateli i sądzić, że ma on prawo narzucać swoją wolę innym.

Pozostaje jeszcze jeden aspekt moralny wykorzystania energii atomowej – bezpieczne prowadzenie badań naukowych. Potężne źródła promieniowania, jakie powstają w czasie badań jądrowych, stanowią poważne niebezpieczeństwo nie tylko dla osób przeprowadzających badania, ale i dla zupełnie z nim niezwiązanego otoczenia. Podstawową zasadą moralną jest bowiem, że – jakkolwiek ważne i szlachetne byłby cele badań – prowadzącemu je nie wolno narażać dla ich powodzenia życia i zdrowia innych ludzi, chyba że tylko za ich pełnym przyzwoleniem.

Chociaż rozwój fizyki jądrowej stawia przed ludzkością nowe problemy natury moralnej, to jednak nie są to problemy nowe, lecz odwieczne zagadnienia dobra i zła, stosunku jednostki do społeczeństwa. Warto na koniec przytoczyć słowa samego Alberta Einsteina:

„Uwalniając energię atomową, nasze pokolenie dokonało najbardziej epokowego odkrycia od czasu wynalezienia ognia. Ta podstawowa siła tkwiąca we wszechświecie nie przystaje do przestarzałej koncepcji ciasnego nacjonalizmu. Nie ma w niej tajemnic ani przed nią obrony; nie istnieje inna możliwość jej kontroli, jak tylko na drodze zgłębienia o niej wiedzy i wywarcia w tym kierunku presji narodów świata. My uczeni, uznajemy naszą – niedającą się uniknąć odpowiedzialność przed współobywatelami za przekazanie im wiedzy o energii atomowej i jej znaczeniu dla społeczeństwa. Nasze jedyne niebezpieczeństwo i nasza jedyną nadzieję upatrujemy w świadomym społeczeństwie obywatelskim, działającym na rzecz życia a nie śmierci.”


Bibliografia:
[1] T. Felsztyn „Atom w służbie ludzkości”, Londyn 1957

Łukasz Koszuk

mgr Łukasz Koszuk – współzałożyciel i prezes Fundacji FORUM ATOMOWE. Absolwent fizyki na Uniwersytecie Warszawskim, specjalność fizyka jądrowa; specjalista w Zakładzie Energetyki Jądrowej w Narodowym Centrum Badań Jądrowych w Świerku, w Zespole Analiz Neutronowych Rdzenia.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *